Blog > Komentarze do wpisu
Bośniacki płaski pies

Bośnia i Hercegowina... Jedno z najdziwniejszych państw w Europie jakie widziałem. I jedno z najbardziej fascynujących. Niby niepodległe państwo. W praktyce podzielone jednak na Republikę Serbską (nie mylić z Serbią) oraz Federację Bośni i Hercegowiny. Rządzone przez trzyosobowe Prezydium Bośni i Hercegowiny, w którym zasiadają przedstawiciele Boszniaków, Serbów i Chorwatów. Państwo, w którym poszczególne grupy podkreślają swą odrębność. Widać to choćby wjeżdżając do miejscowości, gdzie - nad drogami - często powiewają flagi chorwackie, serbskie lub „bihowskie” (ta ostatnia nazwa to wariacja na temat BiH - skrótu międzynarodowego Bośni i Hercegowiny).

Państwo, w którym wciąż widać podziały oraz ślady wojny z lat 90. XX wieku. Państwo, gdzie nowe domy sąsiadują z ciągle zrujnowanymi, ostrzelanymi w trakcie wojny budynkami. Gdzie nawet w centrum Sarajewa nie brakuje pustostanów, wieżowców z „połatanymi” ścianami i charakterystycznych róż – malowanych na czerwono śladów po pociskach, od których ginęli cywile…

Skoro dla nas, przyzwyczajonych do środkowo-wschodniego rozpierdzielu, Bośnia i Hercegowina jest jednym z najdziwniejszych państw na naszym kontynencie to co dopiero dla osób, które przyjadą tam ze Skandynawii? To dopiero kosmos! Nawet jeśli owi turyści z północy to Max Andersson z Lars Sjunnesson. Twórcy, którzy na świat patrzą przez undergroundowy pryzmat. A „róże” kojarzą im się z przygniecionymi przez gruzy czy rozjechanymi przez czołgi i „wtopionymi” w nawierzchnię psami. To od nich wziął się tytuł ich wspólnego komiksu – „Bośniacki płaski pies”. Komiksu uzupełnionego czymś w rodzaju specyficznego słowniczka. Z hasłami jak „Arizona Road”, „Baščaršija”, „Karadżić”, „SCUD”, „SFOR” „Śliwowica”, „Czystki etniczne” czy też „Dayton”.

Dokładnie są to psy rasy Bośniacki Płaszczak. To też pierwszy z brzegu z dziwów jakie serwuje Bośnia i Hercegowina. Kraj, do którego autorzy (a jednocześnie bohaterowie komiksu) trafiają za sprawą niejakiego Skledara. Kumpla Sjunnessona sprzed lat, upominającego się teraz o kasę za wykorzystanie jego pomysłów w komiksie. Podróż zamienia się w jazdę bez trzymanki. Zamienia się w żonglerkę stereotypami na temat Serbii, Chorwacji oraz Bośni i Hercegowiny przepuszczonymi przez wyobraźnię autorów. Stąd wspomniane płaskie psy. Stąd np. łuski sprzedawane na pamiątkę pobytu w Sarajewie, dziurawe drogi - i równie dziurawe ściany domów - zaminowane parki, Karadżić, Tito (a dokładniej jego zwłoki przetrzymywane w lodówce) czy kobiety ze Srebrenicy.

„Bośniacki płaski pies” jest jak szaleństwo bez wyjścia. Jak wędrówka przez tunel (kolejne nawiązanie do blokowanych miast), na którego końcu i tak jest ciemność. Bośnia i Hercegowina w komiksie Anderssona i Sjunnessona wydaje się czystą abstrakcją. Chociaż… Czystą abstrakcją – choć ujętą w granice – wydaje się też i dziś ta BiH realna. Ją możemy zobaczyć pokonawszy (plus-minus) coś koło 1200 kilometrów. Podróż autorów była znacznie z pewnością dłuższa i bardziej zawiła.

Max Andersson, Lars Sjunnesson
"Bośniacki płaski pies"
wyd. Kultura Gniewu

sobota, 10 marca 2018, aklopot

Polecane wpisy