Archiwum
Tagi
niedziela, 10 kwietnia 2011
Czytelnia - część 16: Pomarańczowy Kijów pod flagą czerwono-niebieską

Kijów przeżywał kilka rewolucji. Nam udało się kiedyś trafi na niebieską, organizowaną przez „regionowców” w czasach, gdy rządził pomarańczowy prezydent Juszczenko. I było to w kwietniu własnie... Około 10.

Na ulicach Kijowa znów pojawiły się barwne flagi. Tym razem w kolorach przeciwników "pomarańczowego” Wiktora Juszczenki.

Juszczenko zniszczy Ukrainę. Sprzeda ją Zachodowi. Nie możemy do tego dopuścić - tłumaczy mi jedna z kobiet na Majdanie Niezależności.

Na oko ma pięćdziesiąt, może pięćdziesiąt parę lat. Na szyi przewiązany niebieski szalik. Znak rozpoznawczy zwolenników Janukowycza. Podobnie jak setki innych osób, przyjechała do Kijowa specjalnie podstawionymi, wynajętymi przez Partię Regionów autobusami. Każdy z nich ma za szybą niewielką tabliczkę z nazwą miejscowości. Winnica, Charków, Dnietropietrowsk, Donieck, Zaporoże... Miejscowości, którym ciągle bliżej do Rosji niż do Europy.

Sojuz, ale inny Sojuz

Ale to nie Majdan, ale miejski park przy ukraińskim parlamencie - Werchownej Radzie - oddalony o kilkaset metrów od głównego placu miasta jest centrum "niebieskich” i "czerwonych”, czyli komunistów. Na parkowych trawnikach powstało tu prawdziwe miasteczko namiotowe. Niczego w nim nie brakuje. Kuchnia polowa, przenośne toalety, nawet... namiotowa cerkiew. Wszak większość Ukraińców szykowała się właśnie do świąt wielkanocnych. Wielu przyjezdnym przyszło je spędzić właśnie w Kijowie. Przed gmachem jest jeszcze scena, na której co pewien czas pojawiają się politycy partii tworzących koalicję rządową oraz telebim, na którym relacjonowane są na żywo obrady Rady.

Po alejkach kręcą się wyraźnie znudzeni przybysze ze wschodu. Bezrobotni, górnicy, robotnicy z upadających fabryk. Ci, którzy nie potrafią się odnaleźć w nowej rzeczywistości.

- A ty za Regionami? - zagaduje mnie na widok aparatu fotograficznego Wołodymir.

- Wiesz, ja jestem z Polski - odpowiadam mu.

- O, to dobrze. Znaczy się Słowianin. A my, Słowianie, musimy trzymać się razem.

- My teraz to już w Unii, Juszczenko też chce do niej włączyć Ukrainę - zagaduję go zaczepnie. Szybko okazuje się, że Wołodymir ma swoją wizję świata.

- Ukraina nie będzie w Unii. Nam bliżej do Rosji - odpowiada zaciągając się papierosem - Zresztą czy nam było źle? To znaczy nie w Sowieckim Sojuzie, bo Sojuz nie był dobry. Był na siłę. A każdy naród ma prawo do własnego państwa. Ale jak już odzyskaliśmy niepodległość, bo każdy naród powinien mieć prawo do odrębnego państwa, to ciągle byliśmy blisko Rosji. I był tani gaz. Czy nam było wtedy źle? A teraz? Ceny idą do góry. Nic dobrego z tego nie wyjdzie.

- To znaczy, że ma powstać drugi Sojuz?

- Nie, ale musimy żyć w zgodzie z Rosją - ucina w końcu. Gasi papierosa i wraca do swoich. Na namiotach mają hasło: "Ekstremizm nie. Pokój tak”. Obok tabliczka - "Obwód chmielnicki”. Kawałek dalej kilku młodzieńców w niebieskich kamizelkach z nadrukiem "Partia Regionów” rozstawia właśnie kolejną wojskową pałatkę. Inni zajmują się wyładowywaniem z tira zgrzewek wody mineralnej. Grupka mężczyzn w czarnych skórach sączy powoli z puszki "Obołona”, popularny złocisty napój niskoprocentowy.

Strach

- Ukraina musi być jednością. Nie może być podziału na wschód i zachód. Nie może być kłótni między politykami. Bo inaczej nas rozdzielą. I wschód zagarnie Rosja, a zachód Polska. Sama słyszałam, że Polacy chcą zabrać nam Lwów - przekonuje mnie Wiera.

Brzmi to jak mrzonka, ale kobieta wyraźnie wierzy w to, co mówi.

- Dlatego przyjechałam do Kijowa. Żeby Juszczenko wiedział, że chcemy jednej Ukrainy. Jednej i silnej. W której będzie miejsce i dla "oranżnych”, i dla nas.

Po chwili prosi, żeby zrobić jej zdjęcie. Dosiada się do innych "niebieskich” koleżanek. Te początkowo protestują, ale w końcu dają się namówić. - No dobrze, toż to historyczna chwila - z ich ust błyskają złote zęby.

Po drugiej stronie ulicy członkowie Związku Młodzieży Regionów Ukrainy na kilkumetrowe wędki zakładają flagi swej organizacji. Pilnuje ich kilku milicjantów. Ani na nich, ani na przejeżdżających tuż obok kierowcach nie robią żadnego wrażenia. Nikt - jak to miało miejsce podczas “pomarańczowej rewolucji” nie macha do nich przyjaźnie. Nikt nie trąbi. Kijowianie zdają się zupełnie nie dostrzegać gości...

Czerwony Majdan

Na początku Wielkiego Tygodnia część zwolenników koalicji rządowej przenosi się w końcu na Majdan. Z góry plac wygląda jak niebiesko-czerwony dywan. Tu przeważają komuniści. Z Czernihowa, Czerkasów, Winnicy. W Wielką Sobotę organizują nawet swój pochód przez Chreszczatyk - jedną z głównych ulic w Kijowie, zabudowaną w duchu lat pięćdziesiątych. Czuję się, jakbym przeniósł się w czasie. W pewnym momencie do maszerujących "pod znakami Lenina” podbiega kobieta z ikoną.

- Ludzie, opanujcie się! Czyście powariowali? Gdzie wasza wiara! Bójcie się Boga!

Komuniści nawet nie reagują. Wzbudzają za to zainteresowanie mieszkańców i nielicznych turystów, którzy robią sobie pamiątkowe zdjęcia z czerwoną kolumną w tle. Zwolennicy Janukowycza w tym samym czasie na telebimie stojącym w sercu Majdanu oglądają orędzie jednego ze zwierzchników ukraińskiej Cerkwi prawosławnej.

Majdan, w porównaniu z parkiem miejskim, ma jedna zaletę. Pod placem kilka lat temu powstało nowoczesne centrum handlowe. Niebieskich przyciąga jak magnes. Nie z powodu ekskluzywnych sklepów z ciuchami i sprzętem elektronicznym, ale dlatego, że można się w nim ogrzać.

Między Majdanem a parkiem niemal przez cały dzień przemieszczają się grupki pikietujących. Chodzą na pogaduszki, zobaczyć co się dzieje u znajomych z tych samych zakładów pracy, u sąsiadów. Po kilku dniach siedzenia w namiotach, przed samą Wielkanocą, część z nich pakuje graty i wraca do domu. Dla nich rewolucja się kończy. Ale większość nie myśli nawet o rezygnacji z koczowania w centrum stolicy. - Jak długo tu będziemy? Aż Juszczenko ustąpi. Aż uzna, że Janukowycz ma prawo, by dalej być premierem. Przecież parlament wybraliśmy w wolnych wyborach. Nie ma więc prawa tak po prostu go rozwiązać. Łatwo się nie poddamy.

Tekst ukazał się w Kurierze Porannym 13 kwietnia 2007

poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Wschodni design - część 115

Wilno (LT), marzec 2011 (fot. Mamoń)